sobota, 18 sierpnia 2012

Ścięty z nóg


Pojawienie się Antony’ego w towarzystwie orkiestry symfoniczne nie było zaskoczeniem a nawet część osób zdziwiło, że dopiero teraz ma to miejsce, bo dla jego piosenek wydaje się, to być naturalne środowisko. Rejestracji koncertowych wersji utworów dokonano w ubiegłym roku, w Kopenhadze, podczas dwóch koncertów, które wsparła Narodowa Duńska Orkiestra Kameralna. Album „Cut The World“ zawiera kompozycje z czterek poprzednich płyt Antony and The Johnsons w tym jedną nowość i osobistą wypowiedź artysty „Future Feminism“.

Album rozpoczyna wspomniany, nowy utwór, tytułowy „Cut The World“ powstały specjalnie na potrzeby sztuki teatralnej "The Life And Death Of Marina Abramović" (to biografia słynnej serbskiej performerki) w której Antony gra obok Willema Dafoe i samej Mariny Abramowić. Do utworu powstało dość makabryczne i mocne wideo, w którym możemy zobaczyć Dafoe z rewelacyjną Carice von Houten.
Nowa piosenka wydaje się bardziej opowiadana niż śpiewana, tu dramatyzm ustepujące spokojowi i tylko przy wymownym referenie, zaśpiewane z emfazą „but when will i turn and cut the world?“ czuć moc jego zniewalającego głosu. Następnie słyszymy monolog Antony’ego skierowany do duńskiej publiczności: „Future Feminism“. Jego tytuł mówi sam za siebie, Antony przedstawia wizję przyszłości w której patriarchat ustępuje matriarchatowi i tym sposobem świat przybliża się do Idylli.
Po nim pojawia się, prawdopodobnie jedna z popularniejszych piosenek zespołu, „Cripple and The Starfish“ delikatne partie instrumentów smyczkowych powoli zapowiadają piosenkę, której towarzystwo orkiestry jeszcze mocniej uwypukliło jej dojmujący wydźwięk. Podobnie wrażenia niosą koncertowe wersje „Another World“ i „Crying Ligth“. „Kiss my name“ i „Epilepsy is dancing“, można uznać za jedne z dynamiczniejszych i żywszych utworów w dorobku zespołu, zyskały w nowej aranżacji więcej impetu i werwy. Niekorzystnie wypadła natomiast nowa odsłona „Swanlights“, bardzo mistyczny utwór w orkiestrowej wersji traci swoją baśniowość. Sądzę, że brak w tle tych charakterystycznych gitar odarło piosenkę z całego jej uroku.
Na towarzystwie duńskiej orkiestry najwiecej zyskały: „I fell in love with a dead boy“ i fascynujący „Rapture“. Ten pierwszy utwór brzmi całkiem inaczej, uwydatnione skrzypce znacząco go zmieniły. Wymowna 20 sekundowa pauza wprowadza spokój i rozpoczyna opowieść o niespotykanej miłości do martwego chłopca.

Warto zwrócić uwagę na ciekawy dobór utworów do tej płyty live. Spodziewać by się można tych najlepiej znanych songów z pierwszych albumów, lecz zespół zaryzykował i zaprezentował również piosenki z „The Crying Light“ i „Swanlights“. Chociaż mi osobiście bardzo brakuje: „The spirit was gone“ i „Daylight and the sun“. Za nową orkiestrową, bardzo piękną aranżacje odpowiadają Rob Moose, Nico Muhly, Max Moston i oczywiście Antony. Przypuszczam, że wielu osobom styl zespołu spod znaku baroque pop’u i gospelowych przyśpiewów może nie odpowiadać, teksty nafaszerowane feminizmem i transgenderyzmem podane w dośyć bezpośredniej formie są tylko na niekorzyść. Jednak, za głos Antony’ego i niespotykaną wrażliwość wiele możemy im wybaczyć. Chyba nie ma osoby na świecie, której by nie poruszył ten melancholijny śpiew i jego osobista historia. A jeżeli ktoś czuje inaczej, podejrzewam, że jest w jakimś stopniu martwy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz