Pojawienie się Antony’ego w towarzystwie orkiestry symfoniczne nie było zaskoczeniem a nawet część osób zdziwiło, że dopiero teraz ma to miejsce, bo dla jego piosenek wydaje się, to być naturalne środowisko. Rejestracji koncertowych wersji utworów dokonano w ubiegłym roku, w Kopenhadze, podczas dwóch koncertów, które wsparła Narodowa Duńska Orkiestra Kameralna. Album „Cut The World“ zawiera kompozycje z czterek poprzednich płyt Antony and The Johnsons w tym jedną nowość i osobistą wypowiedź artysty „Future Feminism“.
Album rozpoczyna wspomniany, nowy utwór, tytułowy „Cut The World“ powstały specjalnie na potrzeby sztuki teatralnej "The Life And Death Of Marina Abramović" (to biografia słynnej serbskiej performerki) w której Antony gra obok Willema Dafoe i samej Mariny Abramowić. Do utworu powstało dość makabryczne i mocne wideo, w którym możemy zobaczyć Dafoe z rewelacyjną Carice von Houten.
Nowa piosenka wydaje się
bardziej opowiadana niż śpiewana, tu dramatyzm ustepujące
spokojowi i tylko przy wymownym referenie, zaśpiewane z emfazą „but
when will i turn and cut the world?“ czuć moc jego zniewalającego
głosu. Następnie słyszymy monolog Antony’ego skierowany do
duńskiej publiczności: „Future Feminism“. Jego tytuł mówi sam
za siebie, Antony przedstawia wizję przyszłości w której
patriarchat ustępuje matriarchatowi i tym sposobem świat przybliża
się do Idylli.
Po nim pojawia
się, prawdopodobnie
jedna z popularniejszych piosenek zespołu, „Cripple and The
Starfish“ delikatne partie instrumentów smyczkowych powoli
zapowiadają piosenkę, której towarzystwo orkiestry jeszcze mocniej
uwypukliło jej dojmujący wydźwięk. Podobnie wrażenia niosą
koncertowe wersje „Another World“ i „Crying Ligth“. „Kiss
my name“ i „Epilepsy is dancing“, można uznać za jedne
z dynamiczniejszych i żywszych utworów w dorobku zespołu,
zyskały w nowej aranżacji więcej impetu i werwy. Niekorzystnie
wypadła natomiast nowa odsłona „Swanlights“, bardzo mistyczny
utwór w orkiestrowej wersji traci swoją baśniowość. Sądzę, że
brak w tle tych charakterystycznych gitar odarło piosenkę z całego
jej uroku.
Na towarzystwie duńskiej
orkiestry najwiecej zyskały: „I fell in love with a dead boy“ i
fascynujący „Rapture“. Ten pierwszy utwór brzmi całkiem
inaczej, uwydatnione skrzypce znacząco go zmieniły. Wymowna 20
sekundowa pauza wprowadza spokój i rozpoczyna opowieść o
niespotykanej miłości do martwego chłopca.
Warto zwrócić uwagę na
ciekawy dobór utworów do tej płyty live. Spodziewać by się można
tych najlepiej znanych songów z pierwszych albumów, lecz
zespół zaryzykował i zaprezentował również piosenki z „The
Crying Light“ i „Swanlights“. Chociaż mi osobiście bardzo
brakuje: „The spirit was gone“ i „Daylight and the sun“.
Za nową orkiestrową, bardzo piękną aranżacje odpowiadają Rob
Moose, Nico Muhly, Max Moston i oczywiście Antony. Przypuszczam, że
wielu osobom styl zespołu spod znaku baroque pop’u i
gospelowych przyśpiewów może nie odpowiadać, teksty nafaszerowane
feminizmem i transgenderyzmem podane w dośyć
bezpośredniej formie są tylko na niekorzyść. Jednak, za głos
Antony’ego i niespotykaną wrażliwość wiele możemy im wybaczyć.
Chyba nie ma osoby na świecie, której by nie poruszył ten
melancholijny śpiew i jego osobista historia. A jeżeli ktoś czuje
inaczej, podejrzewam, że
jest w jakimś stopniu martwy...
