Nie wybrałem albumu tego jedynego na piedestale, bo każdy z nich jest dla mnie ważny i w jakimś sensie niepowtarzalny:
- Anna Calvi - "Anna Calvi" - bo to kolejna kobieta z gitarą, do których mam słabość
- The Antlers - "Burst Apart" - bo ja też już nie chcę miłości...
- Austra - "Feel It Break" - za surowe chłodne elektro
- Beirut - "The Rip Tide"- za podróżowanie bez ruszania się z domu
- Beyonce - "4" - za produkcję muzyczną
- Bjork - Biophilia" - bo to Bjork
- Bon Iver - "Bon Iver" - bo znów miałem co w nocy słuchać
- Ema - "Past Life Martyed Saints" - za nieowijanie w bawełnę
- Feist - "Metals" - bo urokliwe to granie
- Fleet Foxes - "Helplessness Blues" - za ten ucisk w gardle
- Florence and The Machine - "Ceremonials" - bo rude jest piękne
- Fucked Up - "David comes to life" - punks not dead
- Girls - "Father, Son & Holy Ghost" - bo najpiękniejsze piosenki są o nieszczęśliwej miłości
- James Blake - "James Blake" - there's NO limit to MY love
- Julia Marcell - "June" - polish this english
- Katarzyna Nosowska - "8" - za optymizm mimo wszystko
- Kate Bush - "50 words for snow" - za pierwszy śnieg tej zimy
- The Kills - "Blood Pressures" - bo to Alison
- Kurt Vile - "Smoke ring for my halo" - za kołysanki
- Lykke Li - "Wounded Rhymes" - dojrzała nam skandynafffka
- Myslovitz - "Nieważne jak wysoko jesteśmy"- bo jeszcze dają radę
- Pati Yang - "Wires & Sparks" - bo tu przebój goni przebój
- PJ Harvey - "Let England Shake" - bo wstrząsnęła nie tylko Anglią.
- SBTRKT - "SBTRKT" - za tą maską kryje się geniusz
- Tim Hecker - "Ravedeath, 1972" - za minimalizm , szumy, pianino...
- The Weeknd - "House of Balloons"- on kiedyś zdeklasuje Kanye West'a
- WU LYF - "Go tell fire to the mountain" - za miłe dla ucha krzyki
- Youth Lagoon - "A year of hibernation" - MONTANA
- Zola Jesus - "Conatus" - za głos wielkiego kalibru rozwalający jak Beretta 98
Niebawem umieszczę songi 2011, po których to miałem ciarrrry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz