poniedziałek, 30 stycznia 2012

Krzycz Dylan, krzycz !

Już nawet nie wiem czego poszukiwałem w internecie, że całkiem przypadkiem wpadłem na ten zespół. Wrzuciłem nazwę Cloud Nothings do jutuba i odpaliłem "No future / no past" - po pierwszych dźwiękach wiedziałem, że muszę się tej muzyce bliżej "przyjrzeć".
Pewnie to spora ignorancja z mojej strony, że zespołu kompletnie nie znam choć "Attack On Memory" jest już ich trzecim albumem. Nie wiem czy ten album to progres czy regres w ich karierze lecz samo odnoszenie się do przeszłości wydaje mi się mało nieistotne. Niezależnie od przeszłości (i ich przyszłości) Cloud Nothings na pewno wyróżnia:
WOKAL - Dylan Baldi - wokalista zespołu, niesamowicie się wydziera. Przy "No future / no past" masz wrażenie, że za chwilę straci głos a ten krzyk w połączeniu z tekstem utworu wprowadza w przedsionek depresji. Wielokrotne powtarzana krótka zwrotka piosenki, powoli buduje jej nastrój i wprawia w obłęd, a wykrzykiwane 'no future no past' długo pozostają w pamięci. Dzięki tym momentom w których krzyk jest wyraźny i donośny, album wydaje się jeszcze piękniejszy. A pełna paleta okrzyków będzie nam dana jeszcze podczas pieśni: "No Sentiment" czy "Our Plans". 
ENERGIA - chłopaki grają wręcz punkowo. Dużo tu gitar, rytmiki i ogólnie miłego da ucha łojenia. Bez zbędnych dodatków, surowo, głośno prawie, że grandżowo.
PRZEKAZ - treści nie są zbyt "optymistyczne", singlowe "No future / No past" jasno nakreśla rodzaj przekazu. Podobnie nacechowany jest cały album i dosadnie to słychać chociażby po "Wasted Days", "Stay Useless" czy nawet "Fall In" które w samym brzmieniu nie niesie takiego balastu depresji. 
Jeśli ktoś sądzi, że to rock z EMO-treścią to jest w błędzie, bo słychać dojrzałość w brzmieniu co też świadczy o sporym życiowym doświadczeniu muzyków i wierzę w każde ich słowo i każdy ich dźwięk.

Gdybyśmy mieli za oknem jesień, to ten album byłby przyczyną nie jednego samobójstwa i licznych samookaleczeń ale, że mamy siarczysty mróz możemy słuchać i patrzeć jak od tego krzyku i decybeli pęka nam lód pod stopami.


niedziela, 8 stycznia 2012

deBestof 2011 - Piosenki

Oczywiste, że zestaw piosenek pokryje się niejednokrotnie z moim zestawem najlepszych płyt 2011 ale pojawi się też kilka songów z albumów, które nie uwzględniłem w zestawieniu bo ostatecznie sam album mnie nie przekonał bądź nie miałem okazji poznać go w całości - za to singiel w jakiś sposób mnie urzekł. Ps: wybrane piosenki to często też nie-single. A więc zaczynamy:

  • Adele - "Rolling in the deep"
  • Anna Calvi - "Desire" i "Love won't be leaving"
  • Anna Olivia Livki - "Abby, Abby"
  • The Antlers - "No windows"
  • Antony & the Johnsons feat. Bjork - "Fletta" 
  • Austra - "Spellwork"
  • Beirut - "The rip tide"
  • Beyonce - "I was here"
  • Bjork - "Sacrifice"
  • Bombay Bicycle Club - "Lights out, words gone"
  • Bon Iver - "Perth"
  • Dry The River - "No rest"
  • EMA - "The Grey Ship"
  • Feist - "Get it wrong, get it right"
  • Fleet Foxes - "The shrine/ an argument"
  • Florence & the machines - "Strangeness and charm"
  • Girls - "Vomit"
  • Gotye - "Somebody that I used to know"
  • The Horrors - "Dive In"
  • James Blake - "Limit to your love" i "Fall creek boys choir"
  • Jay Z/Kanye West - "Why I love you"
  • Kasia Nosowska - "Nomada" i "Ziarno"
  • Kate Bush - "Snowed in at Wheeler Street"
  • The Kills - "Future starts slow" i Baby Says"
  • Kurt Vile - " Baby's Arms"
  • Laura Viers - "July Flame"
  • Lana Del Rey - "Video Games" i "Born to die"
  • Little Dragon - "Twice"
  • Lykke Li - "Jerome" i "Silent my song"
  • Mister Heavenly - "Bronx sniper"
  • Myslovitz - "Skaza"
  • Pati Yang - "Take a while"
  • PJ Harvey - "In the dark places"
  • Radiohead - "Codex"
  • Stevie Nicks - "Soldier's Angel"
  • Tune Yards - "Wolly wolly gong"
  • The Weeknd" - "High for this"
  • Wild Beasts - "End come to soon"
  • Wu Lyf - "Cave song"
  • Youth Lagoon - "Montana"
  • Zola Jesus - "Vessel"
Przyjemnych wspominek życzę przy tym zestawie muzycznym.

sobota, 7 stycznia 2012

deBestof 2011 - PŁYTY

Trochę się zbierałem z moim muzycznym podsumowaniem tego roku i przeanalizowaniem co tak na prawdę zrobiło na mnie wrażenie jako spójnej kompilacji i do tej pory to wrażenie utrzymuje a co mimo, że zachwyciło na wstępie to nie wytrzymało próby czasu i koniec końców nie jest godne aby znaleźć się w tym zestawieniu. Podkreślę tylko, że poniższa lista jest jak najbardziej subiektywna, przedstawia moje i tylko moje wybory, zachwyty i ekscytacje.
Nie wybrałem albumu tego jedynego na piedestale, bo każdy z nich jest dla mnie ważny i w jakimś sensie niepowtarzalny:

  • Anna Calvi - "Anna Calvi" - bo to kolejna kobieta z gitarą, do których mam słabość
  • The Antlers - "Burst Apart" - bo ja też już nie chcę miłości...
  • Austra - "Feel It Break" - za surowe chłodne elektro 
  • Beirut - "The Rip Tide"- za podróżowanie bez ruszania się z domu
  • Beyonce - "4" - za produkcję muzyczną
  • Bjork - Biophilia" - bo to Bjork
  • Bon Iver - "Bon Iver" - bo znów miałem co w nocy słuchać
  • Ema - "Past Life Martyed Saints" - za nieowijanie w bawełnę
  • Feist - "Metals" - bo urokliwe to granie
  • Fleet Foxes - "Helplessness Blues" - za ten ucisk w gardle
  • Florence and The Machine - "Ceremonials" - bo rude jest piękne
  • Fucked Up - "David comes to life" - punks not dead
  • Girls - "Father, Son & Holy Ghost" - bo najpiękniejsze piosenki są o nieszczęśliwej miłości
  • James Blake - "James Blake" - there's NO limit to MY love
  • Julia Marcell - "June" - polish this english
  • Katarzyna Nosowska - "8" - za optymizm mimo wszystko
  • Kate Bush - "50 words for snow" - za pierwszy śnieg tej zimy
  • The Kills - "Blood Pressures" - bo to Alison
  • Kurt Vile - "Smoke ring for my halo" - za kołysanki
  • Lykke Li - "Wounded Rhymes" - dojrzała nam skandynafffka
  • Myslovitz - "Nieważne jak wysoko jesteśmy"- bo jeszcze dają radę
  • Pati Yang - "Wires & Sparks" - bo tu przebój goni przebój
  • PJ Harvey - "Let England Shake" - bo wstrząsnęła nie tylko Anglią.
  • SBTRKT - "SBTRKT" - za tą maską kryje się geniusz
  • Tim Hecker - "Ravedeath, 1972" - za minimalizm , szumy, pianino...
  • The Weeknd - "House of Balloons"- on kiedyś zdeklasuje Kanye West'a
  •  WU LYF - "Go tell fire to the mountain" - za miłe dla ucha krzyki
  • Youth Lagoon - "A year of hibernation" - MONTANA
  • Zola Jesus - "Conatus" - za głos wielkiego kalibru rozwalający jak Beretta 98 

Niebawem umieszczę songi 2011, po których to miałem ciarrrry.