sobota, 24 grudnia 2011

Who is EMA ???


Ema a właściwie Erica M. Anderson pochodzi z południowej Dakoty, jest songwriter'ką i właściwie od tego roku zaczęła swoja solowa karierę. Dotychczas udzielała się wokalnie w zespole Gowns. W maju 2011 wydała "Past Life Martyred Saint" który swoim minimalizmem, bezpretensjonalnością, bezczelnością i mocnymi tekstami jest godny polecenia. Sama wokalistka jest wiarygodna, prawdziwa, wręcz naturalistyczna i zarazem pełna buntu, przez to sądzę, że zasługuje aby zostać usłyszaną i zapamiętaną. A warto jej posłuchać bo może nam wiele opowiedzieć o swoim pokoleniu i emocjach, które w niej siedzą.
To artystka zdecydowanie niszowa ale debiutancki album został zauważony i bardzo dobrze przyjęty przez krytykę. W ostatnio pojawiających się  podsumowaniach na najważniejszy album 2011, zajmuje bardzo wysokie miejsca.

Po za specyficznym klimatem płyty, jej surowością i oszczędnością w warstwie muzycznej warto także skupić się na tekstach. Bardzo osobiste, ostre i konkretne, przedstawiają rzeczywistość Erica'i taka jaka ona jest, bez zbędnego ubarwiania. Album rozpoczyna pięknie kołyszący "Grey Ship", a zaraz po nim mamy singlową Kalifornie, która wydaje się być kure**ko nudna. "Anteroom" jest prawie że wyrecytowany - uwielbiam koniec tej piosenki kiedy EMA szepcze (bez żadnego podkładu muzycznego): "If this time through We don't get it right I'll come back to you In another life" - pięknie to brzmi. Bardzo osobisty "Milkman" i "Marked" wprowadzają nas na bardzo intymne tereny, przez co EMA zyskuje mój jeszcze większy szacunek.

Jej wrażliwość i otwartość w wyrażaniu siebie zachwycają. I choć to młoda artystka to jest bardzo siebie świadoma i można spodziewać się, że jej twórczość jeszcze ewouluje. W jakim kierunku... nie sposób nawet zgadnąć, ale na pewno przekona mnie do siebie pod każdą jej postacią.


czwartek, 15 grudnia 2011

Lana Del Rey odsłona nr 2

Gaga już nie szokuje, Adele padł głos, Beyonce zaciążyła tak więc panie i panowie przedstawiam Wam kobietę, która będzie rządzić w muzyce w 2012 roku. LANA DEL  REY.
Właśnie pojawiło się jej najnowsze wideo do utworu "Born To Die" zapowiadającego album o tym samym tytule - premiera 30 stycznia 2012. W przeciągu nie całej doby ponad 250 000 wyświetleń, może to i nie rekord ale jak na debiutantkę i wokalistkę nie do końca popową to chyba nie źle.
"Born To Die" podobnie jak "Video Games" czaruje swoją melancholią i smutkiem od którego łatwo się uzależnić. Piosenka wokalnie pięknie prowadzona, wyrazistsza od wcześniejszego singla, w sferze lirycznej to opis miłości szalonej i trudnej, która może prowadzić jedynie do unicestwienia.

"Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love's not enough when the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh,
Let's go get high
Road's long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girls insane
Choose your last words
This is the last time
Cause you and I, we were born to die"

Dla mnie na pewno będzie to piosenka przełomu 2011/2012. Oby płyta była równie zachwycająca co zapowiadające ją single.
ps: minus za ten przesadny patos w teledysku.


Podsumowania

W końcówce roku najbardziej lubię podsumowania. Czy to dotyczy gospodarki naszego kraju czy zagadnień związanych z szeroko pojmowaną kulturą za każdym razem tak samo mocno interesuje się czy moje subiektywne de best of 20** zgadza się bądź zupełnie odbiega od tych debestofów ustalonych przez mniej lub bardziej znaczące media. Ale to przede wszystkim świetna okazja aby sprawdzić czy jakieś ważne wydarzenie dziwnym sposobem nie umknęło nam.
Za takie wydarzenie uznaje oczywiście wydanie ciekawej płyty, (bo mnie tu tylko muza interesuje) i przecież jest tego tyle, że to nie takie proste poznać i obsłuchać wszystko do cna. Dlatego przygotowałem ten oto zestaw linków który przeniesie Was do ciekawych zestawień najlepszych płyt minionego roku.
Jestem przekonany, że odkryjecie coś czego nie znaliście i to będzie najlepszy prezent na zbliżające się święta.



Pitchfork


Enjoy!