piątek, 25 listopada 2011

Midnight Express

I tej jesieni mamy ogromny wysyp ciekawych płyt, których nie nadążam słuchać i zarazem dzielić się opiniami na ich temat.  Dlatego chciałbym ekspresowo (i tą późną porą - właśnie jest 1 ejem) zachęcić do kilku tytułów. Co prawda nie będą to szczegółowo opisane recenzje, lecz niech nie będzie to wyznacznikiem ich wartości, bo na pewno niektóre tytuły można uznać za the best of 2011.

Feist - Metals. Fantastyczna kanadyjka, która wydała najlepszy album w swojej karierze! Płyta wprowadza w uroczy klimat, jest melancholijnie, bluesowo, delikatnie i spokojnie. A wszystko to dzięki wokalowi Leslie od którego można się uzależnić! Bezwzględnie polecam, utwór zamykający kompilacje "Get It Wrong, Get It Right. Po za tym musisz uważnie posłuchać: "Graveyard", "How Come You Never Go There" i bogato aranżowany "A Commotion". 



Florence and The Machine - Ceremonials. To jedna z ważniejszych płyt tego roku. Wszyscy czekali co zaprezentuje zdolna Brytyjka na swoim drugim albumie, po bardzo dobrze przyjętym "Lungs". To na pewno inny album, mroczniejszy, co potwierdza nawet pierwszy singiel:" What The Water Gave me". Mniej tu utworów przygotowanych "specjalnie" pod radio, bo po prostu to długie piosenki, ale na pewno mogą oczarować swoim niesamowitym klimatem. Na uwagę zasługują "No Light No Light", "Spectrum" i mój ulubiony "Strangeness And Charm".

Zola Jesus - Conatus. To niepokojąca, mroczna płyta. Nie będzie przesadne nazwanie jej nawet gotycką. Stworzona w charakterystycznym klimacie: elektroniczne dźwięki mieszają się z jej nietuzinkowym, wyrazistym wokalem przez co tworzy jedyną w swoim rodzaju wartość. To płyta dla wymagającego słuchacza która długo nie daje o sobie zapomnieć. Koniecznie zapoznajcie się z nią od deski do deski, gwarantuje ekstatyczne doznania.
Soundtrack - Drive. Rzadko zdarza mi się zapoznać z jakąś ciekawą scieżką dźwiękową. Filmu jeszcze nie miałem okazji obejrzeć za to muzyka z tego filmu mocno mnie zainteresowała. Kompozycje Cliffa Martineza pięknie nas uwodzą, chill-outowe, miękkie dźwięki  z typowym brzmieniem dla lat 80-tych. Warte uwagi są również piosenki wbogacające soundtrack, w szczególności Desire - "Under Your Spell".


Julia Marcell - June. To największe zaskoczenie tego roku! Jak się okazuje, pani Marcell nieustannie eksploruje nowe tereny muzyczne i głodna jest oryginalnych brzmień.  Płyta znacząco różni się od wcześniej wydanej "It Might Like You", która w warstwie muzycznej była stonowana i delikatna. "June" jest nowoczesna, przebojowa i nieokiełznana. I choć śpiewana po angielsku urocze są wszelakiej maści polskie wstawki. Po za singlową "Matrioszką" polecam świetne "Echo", "Gamelan" oraz "Crows".

piątek, 11 listopada 2011

Dużo smutku, silikonu w ustach i niezaprzeczalnego talentu

Nikt tak nie namieszał w ostatnim miesiącu w internecie jak ona. Właściwie pojawiła się znikąd i nagle stała się objawieniem muzyki pop Anno Domini 2011. Ale pop to najwyższej próby! Kobietki pokroju Britney Spears mogą jej robić chórki, chociaż i to za dużo. Lana Del Rey, a właściwie Lizzy Grant zachwyciła pieśnią "Video Games" i stworzonym przez siebie wideoklipem do tego utworu właśnie. Nastrojowa ballada po pierwszym przesłuchaniu rozkłada na łopatki i sprawia, że stajemy się jej niewolnikiem. Pięknie, prawdziwie zaśpiewany song, dogłębnie wzrusza, snując opowieść o destrukcyjnej relacji. 

Po za niezaprzeczalnym talentem i piękną piosenką, dużo również mówi się o samym image'u artystki, gdyż Lana wyraźnie zafascynowana jest urokiem lat 50-60-tych minionego wieku i porównania do Brigitte Bardot nasuwają się same. No i jeszcze te usta, które niewątpliwie przykuwają uwagę... silikon to, czy nie silikon... NIEWAŻNE bo talent kobieta ma niepodważalny, a nam pozostaje tylko czekać na jej longplay, który może namieszać w świecie muzyki pop.