środa, 28 września 2011

Nosowska wielką artystką jest !


Kiedy usłyszałem nowy singiel Kasi Nosowskiej zapowiadający jej kolejną płytę, byłem przekonany, że to powrót artystki do elektronicznych, nowoczesnych klimatów charakterystycznych choćby dla płyty "Sushi". No bo co można było pomyśleć kiedy pianino rozpoczynające "Nomadę" zostało rozbite przez soczysty bit perkusji i innej maści przeszkadzajki, nadając piosence wręcz tanecznego sznytu. 
Jak bardzo myliłem się w tych przewidywaniach, wie każdy kto tę płytę już słuchał
i niech mi to będzie ostatni raz kiedy próbowałem Nosowską przewidzieć i zaszuf-ladkować.  Bo "8"-ka jest niezwykle różnorodna. Mnóstwo na niej nietypowych dźwięków, stylów, śpiewów, krzyków, a dynamiczne ostrzejsze utwory wymieszane są ze spokojnymi nostalgicznymi songami. Choć teksty jak zwykle radością ogromną nie tryskają to mimo wszystko nie są one ciężkie czy przepełnione żalem. Wręcz przeciwnie, daje się wyczuć dość wyraźnie optymizm i poczucie, że artystka stara się czerpać radość z szeregu zwykłych przeciętnych zdarzeń.
Płytę rozpoczyna "Rozszczep" - nastrojowy utwór, w wydźwięku niemalże symfoniczny, w warstwie lirycznej najmocniej depresyjny ze wszystkich na płycie, opisujący rozpad relacji międzyludzkich zobrazowany po przez rozdzielenie ciał będących niegdyś całością. Kolejny "Daj Spać", z mocno uwypukloną sekcją rytmiczną, z oszalałą trąbką, agresywny w dziękach jak i tekstowo a zarazem to nie zły materiał na taki prawdziwy radiowy przebój.
Po rewelacyjnym "Nomadzie" następuje z lekka dżezujący "Pa". Potem jedne z piękniejszych piosenek na płycie "Kto?" i zaraz po niej "Ziarno", z bardzo mocnym tekstem, przejmująco zaśpiewana, mocno chwyta za serce. Rozbudowany i bogaty w stylistyce "Tętent" poraża klimatem, przywołuje na myśl jesienny mrok i mgłę, utwór pełni rolę preludium dla zamykającego "O lesie" nieprawdopodobnie radosnej i dynamicznej pieśni wychwalającej naturę i nawołującej do powrotu na jej łono. 
Choć na nowym albumie daje się zauważyć pomysły i dźwięki zagrane już na wcześniejszych kompilacjach to jednak pojawiają się też nowe brzmienia, dość nietypowe jak dla niej. Nosowska i jej teksty to wciąż najprawdziwsza poezja, bo to taki  nieprawdopodobny talent w kilku słowach pokazać ważną treść, do tego niebanalnie i konkretnie. Tak, Nosowska wielką artystką jest !

wtorek, 13 września 2011

Pod wrażeniem !


Muzyka musi zaskakiwać, musi dawać do myślenia, musi powodować ciarki i musi nie pozwolić o sobie zapomnieć. Tak jest z projektem Saltillo - "Ganglion", który już na tyle mocno wrył mi się w psychikę, że jeszcze nie raz z chęcią wrócę do tej muzyki. Muszę ze wstydem przyznać się, że projekt ten powstał już parę lat temu a odkryłem go nie dawno. Ale to chyba jeszcze mocniej unaocznia jaką siłę rażenia ma ten album i mimo upływu kilku lat ciągle wydaje się niesamowicie innowacyjny. Jaka jest to muzyka ? Różna, nieokiełznana, nie dająca się sklasyfikować, dzika, melancholijna, jak by twórczość klasyczną wymieszać z najlepszymi dokonaniami trip-hopu… i to ciągle za mało aby sprecyzować jaki ten album rzeczywiście jest. Warto jeszcze zwrócić uwagę na aspekt liryczny, gdzie standardowy tekst zastąpiony został twórczością Szekspira. Choć więcej tu wokaliz aniżeli typowego tekstu śpiewanego. Wszystko jest tu idealnie zgrane, dopasowane, wręcz perfekcyjne, wymiksowane z różnymi stylami muzycznymi tworzy zgrabną pasującą całość.

Album rozpoczyna spokojne i niepozorne: "A Necessery End" i "Giving In" ale nawet po tych utworach daje się wyczuć, że ten album jeszcze nas zaskoczy. Następny, mocno pulsujący i energetyczny "Remember me". Potem nadchodzi czas na moje 2 ulubione utwory:  "A Hair On The Head Of John The" i "Blood And Milk", który swoją ekspresją muzyczną przypomina przebieg choroby afektywnej dwubiegunowej: etapy depresji i manii następują kolejno po sobie i tak non-stop.
"The Opening" rozpoczyna się ociężałą spokojną wiolonczelą by następnie zaatakować ostrymi skrzypcami. "Backyard Pond" jest już kompletnie inny od poprzedniego utworu, tam dominowały instrumenty strunowe a tu mamy ambientową wariację, szaloną jak wypuszczony ze smyczy wściekły pies ale pełną miłych dla ucha zgrzytów. "Grafting" natomiast pełną garścią czerpie ze stylistyki etno i zachwyca pięknymi wokalizami.
Po serii skreczy, trzasków, pisków, skrzypków i pełnej gamy psychodelii album kończą 2 spokojne utwory. "I'm On The Wrong Side" - ballada, delikatnie zaśpiewana do akompaniamentu  gitary oraz "002 F#m" utwór w którym główną role gra fortepian, bez zbędnych dodatków, adekwatnie zamyka ten album.

Na koniec tylko dodam, aby kompletnie wprowadzić w osłupienie, że ten album stworzył tylko jeden człowiek, multiinstrumentalista, Menton J. Matthews - zapamiętajmy to nazwisko, bo na pewno za paręnaście lat nasze dzieci będą się o nim uczyć w szkole.